Wyjście z Egiptu

Długo zajęło mi przeczytanie tej książki. Naprawdę długo. A to dlatego, że to nie jest jedna z tych gdzie fabuła płynie wartko, wydarzenia jedno po drugim wyskakują na czytelnika, co rozdział atakując go nowymi bodźcami i emocjami. Ta powieść płynie sobie powoli jak Nil. Można się w niej zatopić, rozsmakowywać, cieszyć się grą słów, pięknymi malowniczymi opisami, zachodami słońca, nieśpiesznymi rozmowami bohaterów, wyobrażać sobie ten świat oglądany oczami dorastającego dziecka, potem nastoletniego młodzieńca. 

Wyjście z Egiptu” to tytuł przewrotny. W pierwszej kolejności każdemu przychodzi do głowy TO wyjście z Egiptu. Biblijne, dawne, a tutaj wcale nie o tym będzie mowa. Ale właśnie, czy to nie jest przypadkiem tak, że trochę każde takie wielkie pożegnanie z domem jest jak owo pradawne wyjście?

 

Powieść przedstawia losy bogatej żydowskiej rodziny przedsiębiorców z Konstantynopola, która, uciekając do nowego, lepszego życia, osiadła w Aleksandrii. Cztery pokolenia, o których losach czytamy, zmagają się nie tylko z codziennością języka arabskiego, ladino, greki, włoskiego i francuskiego, którego mieszanina ich otacza, zmagają się z nową rzeczywistością lat 50, Naseryzmu, wyzwaniami ekonomicznymi, w końcu, z nacjonalizacją dóbr i przymusową emigracją. Zmagają się też czasem z dyskryminacją i antysemityzmem. Ale nie jest to książka tak po prostu trudna czy smutna. Ta rodzinna saga jest pełna ciepła, miłości, przyjaźni, świąt, gwarnej rodzinnej krzątaniny wokół stołu, sporów i kłótni o najdrobniejsze sprawy, czerpania z różnych religii i kultur, pełna jest tolerancji, koegzystencji i nauki o sobie nawzajem. Jest w niej ot, po prostu, codzienne życie. Wszystko to ukazane jest z perspektywy dorastającego chłopca, który z czasem coraz więcej zaczyna z całego tego otaczającego go tygla rozumieć. Nie wiem czy lubicie taką sączącą się literaturę, ja bardzo. W codziennym biegu życia może trudno poświęcić jej tyle czasu ile by się chciało, ale na pewno wprowadza ona do tej codzienności spokój i pomaga się wyciszyć. Jeżeli lubicie Mahfuza czy Pamuka, myślę, że polubicie też Acimana. 

 

W oryginale tytuł książki to „Out of Egypt – a memoir” i rzeczywiście w polskim tytule zabrakło słowa kluczowego, czyli „pamiętnik”. Andre Aciman urodził się w roku 1951 w Aleksandrii, w rodzinie zasymilowanych sefardyjskich Żydów i dorastał we właśnie takim kosmopolitycznym środowisku, możemy więc powiedzieć, że jest to powieść autobiograficzna.

Tak naprawdę jest to książka – pamiętnik o czasach do których wszyscy tęsknimy. O czasach, kiedy było się dzieckiem, czas płynął inaczej, rytm życia wyznaczał rok szkolny i nadchodzące wakacje, kiedy słuchało się rozmów dorosłych w sumie niewiele z nich rozumiejąc, ale czuło się tak beztrosko i bezpiecznie. Ta książka jest też o tym jak te czasy tracimy, jak one już nigdy nie wracają. Bo zmienia się miejsce gdzie mieszkamy, nasze życie się zmienia, dorastamy, kolejne pokolenia odchodzą i pozostaje po nich tylko nasze wspomnienie. I potem człowiek siada i z nostalgią patrzy wstecz myśląc sobie jaki wtedy był niesamowicie szczęśliwy, a często zupełnie tego nie doceniał. Pomyślcie o tej książce przy okazji zbliżającego się Wszystkich Świętych. Ale pomyślcie też o niej jak o takiej nauce na dziś i na jutro – bo kiedyś spojrzycie na ten czas i stwierdzicie „Oj, wtedy! Wtedy to ja byłem taki szczęśliwy!”

 

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *