Gdzie w łańcuchu pokarmowym znajduje się dyktator?

Co mieli ze sobą wspólnego Idi Amin, Saddam Hussein czy Pol Pot? Tak mógłby się zaczynać popularny dowcip, a tymczasem na poważnie takie pytanie zadał i rozwinął Witold Szabłowski. Bo ci panowie, do spółki z Enverem Hodżą i Fidelem Castro mieli dwie podstawowe wspólne cechy – jedli i mieli nadwornych kucharzy.

Szabłowski wyszukał tych ostatnich po to, by porozmawiać z nimi o tym, jak się żyło w bardzo bliskim otoczeniu dyktatorów. „Jak nakarmić dyktatora” to przejmująca opowieść o ludziach, którzy służyli jednym niektórym z najokrutniejszych tyranów drugiej połowy XX wieku. Autor namówił swoich rozmówców, by zdradzili mu sekrety pałaców, tajemnice kuchni i domowe upodobania, pokazując swoim czytelnikom niemal zupełnie nieznany aspekt życia dyktatorów.

Większość czytelników zapewne nie zastanawiała się nawet, co na śniadanie jadał Saddam Hussein, ani kim byli ludzie, którzy przygotowywali dla niego codzienne posiłki. A tymczasem okazuje się, że Ci ludzie nie są już anonimowi. Co więcej, mają do opowiedzenia wartościowe historie, które pomagają nam zrozumieć, jak powstają tyranie. W naturalny sposób, dla nas tematem, który sprawił, że książka stała się pozycją obowiązkową, były posiłki Saddama Husseina.

Rozmowy z kucharzami przekazane są lekkim językiem, który zachęca do rytmicznego przewracania stron. Autor chce przede wszystkim dać im głos, nie narzucając czytelnikowi swojego światopoglądu. Co więcej, pokazuje nam, że nasz europocentryczny punkt widzenia może nie być zgodny z tym, jak świat widzą ludzie, którzy pod dyktaturami musieli żyć.

W tym kontekście poruszające jest spotkanie Szabłowskiego z Irakijczykami, którzy mieli go zabrać na południe kraju. Podczas gdy autor dość krytycznie patrzał na postać Husseina, nikt z rozmówców nie podzielał jego zdania, delikatnie mówiąc, że „takim krajem jak Irak można władać tylko silną ręką”. Taka opinia może wydawać się szokująca dla kogoś wychowanego w zupełnie innym kręgu kulturowym.

Choć „Jak nakarmić dyktatora” nie pretenduje do miana książki kucharskiej, to przekazuje też wiedzę użyteczną w kuchni. Nie poznamy może szczegółowych proporcji, ale czytelnik może poznać sekrety, które pomogą mu w przygotowywaniu prawdziwych rarytasów. Abu Ali, kucharz Saddama, zdradza Szabłowskiemu na przykład sekret przyrządzania potrawy, którą do momentu napisania książki potrafiły ugotować tylko dwie osoby na świecie.

Dwory dyktatorów różniły się od siebie diametralnie. Jedni rozmówcy wspominają swoją pracę krytycznie, ale nie brakuje też wspomnień pełnych zachwytu i fascynacji, a nawet tęsknoty. Zupełnie inaczej o swojej pracy mówi kucharz Idiego Amina niż kucharka Pol Pota, zapatrzona w niego niczym w piękny obraz.

Książka Szabłowskiego to mus dla miłośników reportaży. Lekki język i ciekawe pytania stawiane przez autora sprawiają, że trudno jest się oderwać od lektury, a strony przewracają się niemal same. Jeśli kiedyś wpadnie w wasze ręce, nie ma co się zastanawiać. Najlepiej jest odłożyć wszystko na bok, wyłączyć telefon i wyplątać się ze wszystkich zobowiązań towarzyskich i służbowych. Te kuchnie to miejsca, które wciągają w całości.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *