W Sercu Autonomii

Po tygodniowym pobycie w Izraelu i Palestynie trudno jest wrócić do rzeczywistości. Jednak póki wspomnienia wciąż świeże, specjalnie dla Was kilka słów o miejscu, które do najbardziej turystycznych wcale nie należy, a mianowicie, o stolicy Autonomii Palestyńskiej, Ramallah. 

Ramallah leży około 10 km od Jerozolimy, według statystyk zamieszkuje je około 35 tys. mieszkańców, a samo słowo pochodzi z połączenia dwóch arabskich słówek Ram i Allah, co oznacza Wielkość (lub Wysokość) Boga. 

Pierwsza osada powstała w tym miejscu w XVI wieku, założona przez jemeńskich arabskich chrześcijan, przez lata rozwijała się i rosła, a od roku 1995 oficjalnie, już jako miasto, weszła w skład Autonomii. To właśnie tu zasiada Palestyńska Władza Narodowa, a więc rząd i parlament tego kontrowersyjnego państwa. 

Już na pierwszy rzut oka widać ogromną różnicę w poziomie rozwoju miasta i majętności jego mieszkańców, w stosunku do oddalonego o zaledwie pół godziny drogi busem Izraela. Ramallah pełne jest straganów, reklam, trąbiących samochodów, wykłócających się i targujących się ludzi, kolorów i zapachów. Właściwie na każdym kroku czeka na nas jakaś niespodzianka!

Trzy najciekawsze punkty naszej podróży na terytorium Autonomii to, kolejno, przejazd przez okryty złą sławą graniczny checkpoint Kalandia, odwiedziny w Polskim Przedstawicielstwie Przy Palestyńskiej Władzy Narodowej, a więc główny cel wyprawy, oraz wizyta w palestyńskim feministycznym sklepie Baby Fist. 

Gdy w rozmowie z Palestyńczykiem wspomnisz o Kalandii, reakcje, z którymi najczęściej się spotkasz, to złość lub strach. Nie bez przyczyny. To właśnie w tym miejscu jest zawsze „najgoręcej”, gdy dochodzi do napięć i palestyńskich protestów granicznych. To tu płoną budynki, a młodzi ludzie rzucają kamieniami w żołnierzy, którzy często odpowiadają ostrą amunicją. Dzień po naszej wizycie w Ramallah, na Kalandii zastrzelony został 16 letni chłopak próbujący przekroczyć punkt graniczny nielegalnie. Jest to checkpoint, który działa właściwie w dużej mierze w oparciu o humorki i indywidualne decyzje izraelskich żołnierzy pełniących tam dyżur danego dnia. Wyjazd z Izraela nie stanowi zazwyczaj większych problemów, natomiast wjazd to już zupełnie inna historia. Do smutnej normy należy obowiązek opuszczenia busa przez Palestyńczyków, aby wylegitymowali się i przeszli przez granicę pieszo, podczas gdy turyści mogą spokojnie przejechać w klimatyzowanym busie poddani minimalnej kontroli granicznej. Co bardziej świadomi wysiadają wraz z Arabami, by zademonstrować swój sprzeciw wobec tego nierównego traktowania. Gdy my przejeżdżaliśmy przez Kalandię, żołnierze (oczywiście ubrani w kamizelki kuloodporne, w hełmach, z różnymi rodzajami broni przy sobie) wsiedli do busa aby sprawdzić nam dokumenty. W pewnym momencie jednemu z nich zaczęła dzwonić komórka, odebrał ją i prowadził z kimś pogawędkę, przerywając co chwila, by nakrzyczeć na Palestynkę w średnim wieku, podróżującą z dwójką małych dzieci, ponieważ jej dokumenty nie były klarowne. Gdy przejechaliśmy na drugą stronę, wszyscy musieliśmy opuścić busa, przejść na dworzec i czekać na przyjazd innego, ponieważ, jak się okazało, ten konkretny nie ma pozwolenia na przejazd. Największe wrażenie w tym miejscu robi jednak, słynne już na cały świat, grafitti na murze granicznym.

Polska utrzymuje stosunki dyplomatyczne z Autonomią Palestyńską, stąd w Ramallah istnieje Przedstawicielstwo Rzeczypospolitej Polskiej Przy Palestyńskiej Władzy Narodowej. Na jego czele stoi Pani Ambasador Aleksandra Bukowska-McCabe, która zgodziła się z nami spotkać aby opowiedzieć trochę o polskiej pomocy humanitarnej i inwestycjach realizowanych na Zachodnim Brzegu przez Polskę. Mieliśmy okazję zobaczyć zdjęcia z różnych akcji pomocowych Polski, nowo wybudowanych szkół, placy zabaw, miejsc pracy dla samotych kobiet. Rozmawialiśmy o najbardziej palących potrzebach dnia codziennego – braku dostępu do czystej bieżącej wody, przerwach w dostawach prądu, trudnościach w podróżowaniu, w załatwianiu jakichkolwiek spraw urzędowych, częstej niemożności wjechania do Izraela, bądź odwrotnie, powrotu do Ramallah. Sama Pani Ambasador zwróciła naszą uwagę na fakt, że pomimo dyplomatycznych dokumentów którymi dysponuje, jako że Państwo Palestyńskie nie jest przez Izrael uznawane, ona także nie jest uznawana za wysokiej rangi dyplomatę. Ze względu na trwający Ramadan, w piątki, a więc święty dzień tygodnia dla muzułmanów, przejście graniczne na Kalandii jest zamknięte, aby uniemożliwić Palestyńczykom przyjazd na Wzgórze Świątynne. Z tego powodu też Pani Ambasador nie jest w stanie dostać się do swojego biura w Ramallah, pozostaje „uwięziona” w swoim domu we wschodniej Jerozolimie. Często jest to źródłem nieporozumien z pracownikami Ambasady w Tel Awiwie, ze względu na ich brak znajomości sytuacji.

Ostatnim przystankiem w drodze powrotnej do Jerozolimy był palestyński feministyczny sklep, stworzony od podstaw przez kobiety dla kobiet – Baby Fist. Kobiety w Gazie same szyją i zdobią ubrania, 90% dochodu ze sprzedaży produktów jest przeznaczane na pomoc tym w najtrudniejszej sytuacji życiowej i materialnej, a 10% na szczególny cel, obrany w danym okresie czasu (aktualnie jest to zwiększanie świadomości dziewczynek oraz edukacja dotycząca menstruacji). Na całym świecie znany slogan „NOT YOUR HABIBTI” (w dosłownym tłumaczeniu „Nie Jestem Twoim Kochaniem” – hasło stworzone przeciwko popularnemu w arabskiej kulturze zwracaniu się do kobiet, nawet tych obcych, właśnie za pomocą tego słowa, zamiast formalnego trzymania się ogólnie przyjętych form grzecznościowych). Twórczynie odwołują się do różnych haseł, elementów tradycji arabskiej oraz islamskiej, każdy wzór to niezależna historia. Dziewczyny prowadzą także sprzedaż swoich produktów online, mają profil na fejsbuku oraz instagramie, a ich sklep możecie znaleźć tutaj.

Na koniec, aby pozwolić Wam odrobinę bardziej poczuć klimat tego niesamowitego miasta, załączamy krótki filmik śpiewu muezina, wzywającego na modlitwę. 

Z samego serca Autonomii Palestyńskiej, specjalnie dla Was nadawał Stosunkowo Bliski 😉

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *