Kłopotliwa ustawa, czy kryzys izraelskiej demokracji?

Konflikt izraelsko-palestyński trwa już przynajmniej od siedemdziesięciu lat, a prawdopodobnie i dłużej, jeżeli liczyć czasy przed powstaniem współczesnego Izraela. Przez szereg dekad zaproponowano dziesiątki różnych możliwych rozwiązań konfliktu, które miały docelowo doprowadzić do podpisania traktatu pokojowego między zwaśnionymi stronami. Politycy z dumą odbierali Pokojowe Nagrody Nobla, fotografowali się z przywódcami innych krajów i ginęli w imię swojej idei. A jednak konflikt nadal trwa i obecnie już chyba nikt nie łudzi się, że za jego życia zostanie rozwiązany.

Obecnie w relacjach izraelsko-palestyńskich znowu obserwujemy trudną sytuację. Przyjęta 20 lipca przez izraelski parlament ustawa podstawowa jest szeroko krytykowana przez opinię publiczną. Prawo zostało przegłosowane w stosunku 62 głosów do 55. Zwolennicy uważają, że dokument jest bardzo wartościowy i został przygotowany zdecydowanie za późno. Krytycy zauważają z kolei, że ustawa zaogni jedynie obecny problem.

Oburzenie wzbudzają w szczególności trzy zapisy, chociaż lista jest dłuższa. Po pierwsze: ustawa podaje, że stolicą Izraela jest Jerozolima. Drugi kontrowersyjny punkt mówi, że jedynie Żydzi mają prawo do samostanowienia narodowego w Izraelu. Trzeci odbiera językowi arabskiemu status języka urzędowego, zamiast tego obejmując go “prawną ochroną”.

Pierwszy kontrowersyjny punkt jest z pewnością pokłosiem przeniesienia amerykańskiej ambasady do Jerozolimy. W pierwszych projektach podziału Brytyjskiego Mandatu Palestyny na państwa żydowskie i arabskie, zakładano, że Jerozolima będzie miastem o szczególnym statusie i znajdzie się pod opieką Organizacji Narodów Zjednoczonych. Późniejsze rezolucje wychodziły z założenia, że status Jerozolimy musi zostać uregulowany w traktacie pokojowym między Izraelczykami a Palestyńczykami. Obecnie sytuacja prawna Świętego Miasta jest kością niezgody między obydwoma narodami. Izraelczycy są przekonani, że mają niezbywalne prawo do uznawania Jerozolimy za swoją stolicę, za legitymację podając wykopaliska archeologiczne i starożytną historię narodu żydowskiego. Palestyńczycy z kolei uważają, że Jerozolima powinna być stolicą ich przyszłego Państwa. Propozycje podziału miasta są odrzucane przez obie strony jako nieakceptowalne.

Drugi punkt mówiący o ekskluzywnym prawie Żydów do samostanowienia narodowego uderza nie tyle w mieszkańców Zachodniego Brzegu i Strefy Gazy, co w arabską mniejszość zamieszkującą sam Izrael. Mniejszość arabska stanowi niemal 20% ludności kraju. Wielu Arabów izraelskich popiera koncepcję dwupaństwowego rozwiązania konfliktu. Sami siebie w wielu przypadkach uważają za Palestyńczyków, lub Palestyńczyków izraelskich, mimo posiadania izraelskiego obywatelstwa. Właśnie ten fakt sprawia, że izraelscy Arabowie nie cieszą się zaufaniem aparatu władzy państwowej. Świadczy o tym choćby to, że zwolnieni są z powszechnego obowiązku służby wojskowej.

Trzeci punkt uderza zarówno w Palestyńczyków z terytoriów okupowanych jak i z Izraela. Zdjęcie z języka arabskiego statusu języka urzędowego może sprawić, że od teraz wszystkie sprawy oficjalne czy edukacyjne, będą musiały być prowadzone w języku hebrajskim. Znaczna część arabskiej mniejszości nie zna tego języka lub nie posługuje się nim biegle. Wśród Arabów z Zachodniego Brzegu znajomość hebrajskiego jest wręcz rzadkością.

Te trzy kwestie sprawiają, że nowa ustawa izraelskiego Knessetu jest bardzo kłopotliwa. Po pierwsze pogłębia podział między Izraelczykami a Palestyńczykami. Po drugie: dzieli samych Izraelczyków. Jeden z liderów opozycji, Yair Lapid, zaznaczył, że nawet jeden z ojców Izraela, Włodzimierz Żabotyński, odrzuciłby tę ustawę. Choć Żabotyńskiemu daleko było do lewicy broniącej praw Palestyńczyków, to uważał on, że języki arabski i hebrajski powinny być w nowym kraju sobie równe. Prezydent Rivlin wyraził zaniepokojenie ustawą, zauważając, że może ona “zaszkodzić narodowi”. Nawet lojalni zwykle wobec Państwa Żydowskiego przedstawiciele mniejszości druzyjskiej podkreślili, że mimo udziału w walce o Izrael stali się według tej ustawy obywatelami drugiej kategorii.

Ustawa tego typu jest jednak potrzebna Izraelowi. Od powstania Państwa Żydowskiego nie mogło ono stworzyć i przyjąć konstytucji, która zdefiniowałaby prawa podstawowe kraju. Zamiast tego Izrael posiadał szereg ustaw, w których zapisane były podstawy prawne i ustrojowe. Obecna forma ustawy zasadniczej została przyjęta z entuzjazmem przez izraelską prawicę, nie tylko ze względu na jej treść, ale również dlatego, że jest krokiem ku rozwiązaniu problemu istniejącego od siedemdziesięciu lat.

Dla Palestyńczyków ustawa jest przede wszystkim informacją o braku woli pokojowego rozwiązania konfliktu. Ci Palestyńczycy, którzy nadal wierzyli w przyszłe rozwiązanie dwupaństwowe, obecnie stracili złudzenia. Obudził ich zwłaszcza inny kontrowersyjny zapis, mówiący, że żydowskie osiedla w Judei i Samarii stanowią wartość narodową, a państwo będzie je wspierać. Dla Palestyńczyków i według prawa międzynarodowego osiedla są nielegalne. Arabowie i izraelska lewica uważają też, że są one główną przeszkodą w pokojowym rozwiązaniu konfliktu. Wyrażenie wsparcia dla osiedli w ustawie sprawia, że przeszkoda ta została mocno osadzona w izraelskim prawie. Wielu przywódców palestyńskich, takich jak Saeb Erekat nazywa ustawę “rasistowskim prawem”.

Wygląda na to, że obie strony konfliktu mocno okopały się na swoich pozycjach i straciły wolę i zdolność do prowadzenia negocjacji. W tej sytuacji dominować zdają się tendencje do radykalizmów i rozwiązań siłowych. Stąd zaogniające się trudności w dialogu i brak spektakularnych rozwiązań, które jeszcze w poprzednich dwóch dekadach świat oglądał z zapartym tchem. Można zastanawiać się, czy treść ustawy i sam fakt jej przegłosowania nie jest kryzysem izraelskiej demokracji, który świadczy o radykalizowaniu się obu stron konfliktu.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *