Jerozolima Stolicą Izraela

6 grudnia 2017 roku na konferencji prasowej w Białym Domu prezydent Donald Trump powiedział: „Nadszedł czas, by oficjalnie uznać Jerozolimę za stolicę Izraela”Ten krok rozpoczął wielomiesięczną debatę międzynarodową, po raz kolejny na wierzch wyszły wszystkie antagonizmy dzielące Izrael i Palestynę.

fot. Julia Kościuk

Decyzja o przeniesieniu stolicy z Tel Awiwu do Jerozolimy nie jest decyzją samego prezydenta Trumpa. Już w 1989 roku Izrael rozpoczął dzierżawę ziemi Amerykanom właśnie pod ten cel, a w roku 1995 amerykański Kongres uchwalił prawo zobowiązujące Waszyngton do przeniesienia swojej ambasady na ten teren. Od tego czasu jednak, każdy kolejny prezydent USA wciąż odsuwał o 6 miesięcy podjęcie tej decyzji, zasłaniając się obawami o stan izraelsko-palestyńskiego procesu pokojowego.

6 grudnia 2017 roku ta decyzja Trumpa została na świecie przyjęta bardzo różnorako. Izraelskie władze z zadowoleniem mówiły o „historycznym przełomie”, premier Netanjahu podkreślił, że jest to „ważny krok w stronę pokoju”. Prezydent Autonomii Palestyńskiej potępił i odrzucił decyzję amerykańskiego przywódcy, a dzień później islamskie oraz świeckie organizacje palestyńskie wydały wspólne oświadczenie nawołujące do organizacji strajku generalnego. Tego wieczoru na ulice wielu miast wyszli protestujący muzułmanie.

7 grudnia wydarzenie zostało potępione przez kraje muzułmańskie, między innymi Katar, Turcję, Iran, Maroko, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Egipt oraz Jordanię, a Ismail Hanije – przywódca Hamasu – wezwał do rozpoczęcia „nowej Intifady”. Również społeczność międzynarodowa wyraziła swoją dezaprobatę dla tego wydarzenia – krytyka popłynęła z Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Kanady, Meksyku, a także ONZ i UE. Polskie MSZ wydało oświadczenie, w którym podkreśliło, że „z ostrożnością odnosi się do wszelkich działań wpływających na międzynarodowy status Jerozolimy”.

Wieczorem tego dnia na ulicach Hebronu, Betlejem i Al-Biry doszło do starć tysięcy palestyńskich protestujących z izraelskim wojskiem uzbrojonym w gumowe kule i gaz łzawiący. Co najmniej 31 osób zostało rannych.

Z racji, że decyzja prezydenta Trumpa była zaskoczeniem, dopiero w późniejszych ustaleniach podjęto decyzję, że oficjalne otwarcie ambasady w Jerozolimie będzie miało miejsce 15 maja 2018 roku, w dzień Nakby, dzień po 70. rocznicy uchwalenia rezolucji ONZ nr 181, która proklamowała powstanie Państwa Żydowskiego.

21 grudnia 2017 ONZ uchwaliło rezolucję przeciwko przenoszeniu placówek dyplomatycznych z Tel Awiwu do Jerozolimy. 128 krajów zagłosowało za, przeciwko było 9 – Gwatemala, Honduras, Izrael, Wyspy Marshalla, Mikronezja, Nauru, Palau, Togo i USA.

Bardzo ciekawym i wartym uwagi jest tutaj kontekst polityki zagranicznej prezydenta Trumpa, który decyzją dotyczącą Jerozolimy kolejny raz pokreślił swój stosunek do, dotychczas najbliższych USA, europejskich sojuszników. Jest to znamienne, zwłaszcza gdy co raz głośniejsze są głosy o amerykańskim „pivot to Asia” i spadku znaczenia Unii Europejskiej oraz jej członków w relacjach z Białym Domem.

30 marca 2018 roku Palestyńczycy rozpoczęli 45-dniową akcję protestacyjną przy granicy Strefy Gazy i Izraela. Został nazwany „Wielkim Marszem Powrotu”. Nazwę tę wymyślił jeden z najwybitniejszych palestyńskich analityków, dyrektor The Palestinian Center for Policy and Survey Research, doktor Chalil Szikaki. Nie do końca jest jasne kto stoi za samą organizacją wydarzenia, wiadomo, że część finansowania pochodzi z kieszeni Hamasu, ale partia nie chce podpisać się pod całością. Protest został zaplanowany jako stuprocentowo pokojowa manifestacja, zorganizowana by pokazać i nagłośnić sprzeciw Palestyńczyków wobec rezolucji ONZ numer 194 (podkreślająca prawo do powrotu), a także dramatycznej sytuacji życiowej mieszkańców Strefy Gazy. Katalizatorem Wielkiego Marszu była właśnie decyzja prezydenta Trumpa przenosząca stolicę Izraela do Jerozolimy.

Protesty rozpoczęły się w formie pokojowej, z czasem zaczęły nabierać coraz bardziej agresywnego wydźwięku, przede wszystkim z powodu izraelskiej ostrej reakcji na manifestujących. Armia Izraela otworzyła ogień ostrą amunicją, a także stosowała ataki gazowe na protestujących cywili. Pomimo pierwotnych planów by zakończyć manifestację 15 maja, walki rozgorzały na dobre i trwają po dziś dzień, ewoluując do rakietowej wymiany ognia. Jak donosi raport WHO, do dnia 22 maja włącznie w wyniku zajść po stronie palestyńskiej zginęło 117 osób a około 3 630 zostało rannych, w tym 1 136 dzieci. Wiele różnych źródeł podaje jednak skrajnie różne liczby ofiar. Np. Al Jazeera, powołująca się m.in. na palestyńskie Ministerstwo Zdrowia podaje, że na dzień 21 maja 2018 roku zginęło 112 Palestyńczyków a 13 190 zostało rannych.

Na ceremonię otwarcia nowej ambasady, zaplanowaną na dzień 14 maja 2018 roku, zaproszono przedstawicieli 86 krajów z całego świata, spośród których 32 przyjęło zaproszenie. Z krajów europejskich były to Albania, Austria, Republika Czeska, Węgry, Macedonia, Rumunia, Serbia oraz Ukraina. Ta dysproporcja świadczyć może o niskim poziomie poparcia międzynarodowego dla decyzji prezydenta Trumpa. Interesujące jest w tym kontekście także odrzucenie zaproszenia przez innych stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ i państwa Europy Zachodniej.

Po dziś dzień, dwa kolejne kraje – Paragwaj oraz Gwatemala – zdecydowały się na przeniesienie swoich placówek dyplomatycznych do Jerozolimy. Republika Czeska wydała oświadczenie, w którym poinformowała, że otworzy konsulat honorowy w Jerozolimie, a w zachodniej części miasta specjalne, nowe czeskie centrum kultury. Czeski MSZ podkreślił jednak, że uszanuje decyzję UE i może uznać Jerozolimę za stolicę tylko w kształcie sprzed wojny sześciodniowej i tylko jako wspólną stolicę państw izraelskiego i palestyńskiego.

Jak pokazują opisane powyżej wydarzenia, została podjęta próba obiektywnego uznania Jerozolimy za stolicę Izraela, ale nie spotkała się ona z akceptacją ani wszystkich obywateli Izraela, ani społeczności międzynarodowej. Doszło do destabilizacji sytuacji wewnętrznej w kraju – możemy się zastanawiać na jak długo oraz kiedy i jakimi środkami spokój zostanie ponownie zaprowadzony.

Potencjalnie, ten krok może zaszkodzić procesowi pokojowemu – Izraelczycy już i tak znajdowali się w lepszej pozycji negocjacyjnej, ich sytuacja poprawia się jeszcze bardziej teraz, gdy do USA zaczynają dołączać kolejne kraje przenoszące swoje placówki dyplomatyczne do Jerozolimy. Protesty Palestyńczyków manifestujących swój sprzeciw nabierają na sile, wielu analityków już dziś mówi o początkach 3. Intifady. Kolejnym potencjalnym zagrożeniem wynikającym z tej decyzji jest ryzyko pogorszenia się (i tak już kruchych) relacji Izraela z krajami regionu, w szczególności z Egiptem i Jordanią.

Patrząc z drugiej strony, konflikt izraelsko-palestyński od lat pozostaje w impasie. Ruch prezydenta Trumpa przerywa impas w podejściu mocarstwa do Izraela, a być może posiada także potencjał by popchnąć konflikt ku jego rozwiązaniu. Na pewno nie będzie to rozwiązanie zgodne z wyobrażeniami i oczekiwaniami Palestyńczyków, ale jeżeli zgodziliby się oni zrezygnować z roszczeń do Jerozolimy i zdecydowali na wybór innego miasta na swoją stolicę, być może dzięki temu, rozstrzygnięcie konfliktu ponownie byłoby realne.

Pytanie brzmi, jakie miasto byłoby akceptowalne do rozważenia przez Palestynę – Ramallah, czy być może Betlejem lub Hebron? Bardzo trudna sytuacja osiedli żydowskich pewnie wyklucza możliwość wzięcia pod uwagę tego ostatniego, natomiast konsolidacja politycznych sił Fatahu zdaje się sugerować Ramallah.

Kolejnym znakiem zapytania jest przyszłość relacji Fatahu i Hamasu, a przede wszystkim pytanie czy jeżeli Fatah, dążąc do pokojowego zakończenia sporu, zdecydowałby się na zaakceptowanie Jerozolimy jako stolicy państwa Izrael, to czy Hamas również byłby skłonny do tego typu kroku, czy też wybrałby kontynuację walki zbrojnej.

Ostatnią z wątpliwości dotyczących przyszłości politycznej Izraela jest sprawa relacji kraju z ONZ, czy też relacja ONZ z Izraelem i Palestyną. Choć w tym momencie chyba raczej pytanie, które powinniśmy sobie zadać brzmi, czy Izrael jest w ogóle jeszcze zainteresowany utrzymaniem pozytywnych relacji z ONZ. Można odnieść wrażenie, że odkąd Izrael osiągnął to na czym mu zależało, ma własne państwo z najbardziej wymarzoną na to miejsce stolicą, nie jest mu wygodnie stosować się do kolejnych rezolucji ONZ, tym bardziej, że wiele z nich mówi o łamaniu praw człowieka przez Izrael w stosunku do Palestyńczyków, o krytycznej wręcz sytuacji Strefy Gazy i próbuje wymuszać na Izraelu zmiany natury politycznej i społecznej dążąc do rozwiązania dwupaństwowego. Izraelscy politycy nadal utrzymują, że proces pokojowy trwa i docelowo Palestyńczycy będą mogli utworzyć niepodległe Państwo, lecz działania takie jak choćby rosnąca liczba osiedli na Zachodnim Brzegu (nielegalnych w myśl prawa międzynarodowego), wskazują na to, że impas może być im na rękę.

Sytuacja wydaje się być bez odwrotu, a Jerozolima prawdopodobnie pozostanie stolicą Izraela przez, „zasiedzenie”. Kraje arabskie nigdy się z tym nie zgodzą, Palestyńczycy będą nadal próbowali walczyć o Al-Kuds i żądać wycofania placówek dyplomatycznych z miasta, ale z każdym kolejnym miesiącem i rokiem świat będzie coraz bardziej przywykał do sytuacji i kolejne kraje z roku na rok będą przenosić tam swoje placówki, legitymizując izraelskie zwierzchnictwo nad tą ziemią. Krok Donalda Trumpa będzie kreował codzienną rzeczywistość Świętego Miasta i jego mieszkańców. Zainteresowanie kolejnych państw utworzeniem placówek w Jerozolimie przyczyni się do pogorszenia pozycji negocjacyjnej Palestyńczyków, stopniowo obniżając międzynarodowe uznanie dla ich roszczeń. Dodatkowo wewnętrzny konflikt dwóch największych frakcji walczących o niepodległość nie ułatwia procesu pokojowego. W tym momencie trudno jest przewidzieć ostateczny efekt tego ruchu, lecz nie można powiedzieć, że proces pokojowy będzie w najbliższych miesiącach stał w miejscu.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *