Postapokalipsa w Emiratach

Zjednoczone Emiraty Arabskie nie słyną z kina. Kiedy myślimy o tym kraju, do głowy zwykle przychodzą nam Dubaj, wyścigi Formuły 1, drogie centra handlowe i luksusowe samochody sportowe. Ale absolutnie nie widzimy kina. A tymczasem ono powstaje, czego przykładem jest niedawny postapokaliptyczny thriller The Worthy z 2016 roku.

Fabuła rozgrywa się po nastąpieniu nieokreślonego kataklizmu. Ziemia i woda są zatrute, niebo zasnute brudnymi chmurami a rozproszeni ludzie z nieufnością ukrywają się przed potencjalnymi wrogimi grupami. Przez nieuwagę dochodzi do konfliktu i giną ludzie. Historia przedstawiona w filmie nie należy do oryginalnych. Filmów o takiej fabule powstawały dziesiątki, może nawet setki. Ale jednak nie powstawały tego typu filmy na Bliskim Wschodzie.

Jesteśmy przyzwyczajeni, że do Europy z Bliskiego Wschodu przyjeżdżają głównie dramaty o konflikcie lub zmaganiach z religijnymi prawami. The worthy jest filmem, który tego tematu w ogóle niemal nie porusza. Owszem, postaci są muzułmanami, lecz nie to stanowi najważniejszy element kreacji świata przedstawionego. W filmie bowiem pojawia się wiele mniejszych wątków i odniesień, które są przemycane niekoniecznie subtelnie. Uderza w szczególności wstęp do filmu, w którym narrator opowiada o „czarnych flagach”, których należy się w szczególności strzec, jako, że są całym złem świata. Nietrudno oczywiście o skojarzenie z Daesz.

Flaga ISIS

Czarna flaga Daesz

Sama warstwa fabularna i sposób produkcji filmu nie zdradza za bardzo związków z Bliskim Wschodem. Akcja filmu mogłaby dziać się wszędzie. Ale są pewne elementy produkcji, które zwracają uwagę wprawnego obserwatora. W filmie obecna jest silna reprezentacja aktorów izraelskich!

Sam nie zauważyłbym tego, gdyby nie znany choćby z Drzewa Cytrynowego Ali Suliman, który jest dość sprytnie ucharakteryzowany. Po przejrzeniu listy aktorów pojawia się na niej więcej nazwisk Izraelczyków z Nazaretu. Oczywiście są to jak najbardziej Arabowie, nie izraelscy Żydzi. Ale nie zmienia to faktu, że tego rodzaju współpraca w kulturze między państwami może funkcjonować, nawet jeśli niekoniecznie oficjalnymi drogami.

Sam film ciężko jest jednoznaczne ocenić. Filmoznawcy zapewne uznaliby, że jest on dość przeciętny lub nawet słaby. Z punktu widzenia kulturoznawcy bliskowschodniego film jest zwyczajnie nieciekawy. Ale jeżeli wyjdziemy z europocentrycznych perspektyw oczekiwań jakie mamy wobec kinematografii bliskiego wschodu to możemy zauważyć, że ten region najzwyczajniej potrzebował tego filmu. To dzieło było potrzebne po to, by świat arabski mógł pokazać sobie i reszcie świata, że są jak najbardziej normalnym regionem, który potrafi zajmować się zupełnie innymi marzeniami, niż wydaje się to zachodnim badaczom.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *