Pita Druzit Love

Jak może niektórzy z Was zauważyli, znowu nas ostatnio nie było, a to dlatego, że trochę podróżowaliśmy 🙂 Poniosło nas aż na samo południe Izraela, do pięknej Zatoki Akaba, gdzie poszerzaliśmy naszą bliskowschodnią wiedzę. Teraz oczywiście chcemy się nią z Wami podzielić!

Największym odkryciem wyjazdu jest absolutnie niesamowita kuchnia druzyjska, stąd też to nią otwieramy ten cykl izraelskich wpisów. Ale zanim o kuchni, wstępem słów kilka o samych Druzach…

Druzowie to grupa etnoreligijna, łącząca w sobie chrześcijaństwo, islam i gnozę, ale ze względu na swoją oryginalność i znaczące różnice, nie jest uznawana przez pozostałe za ich odłam. Istotą wiary jest fatymidzki kalif Al-Hakim, który jest inkarnacją samego Boga, żyje wiecznie, ale ukrywa się przed ludźmi. Druzowie wierzą również w siedmiu nieomylnych i pozbawionych grzechu proroków, wśród których jest Adam, Abraham oraz Jezus Chrystus, a pierwszym ze wszystkich Druzów był biblijny Jetro, teść Mojżesza. Doktryna opiera się na 111 traktatach, które opisują dzieje Druzów począwszy od XI wieku. Wierzą oni również w reinkarnację dusz, ale nie w ten bardziej znany nam, buddyjski sposób, a w taki, że dusze podróżują między ciałami poprzez wieki, a więc możliwe jest odrodzenie się tak w przeszłości jak i przyszłości. Wędrówka dusz jest możliwa jedynie jeżeli dusza zjednoczy się z Kosmicznym Umysłem, utożsamianym z Wolą Bożą. Ze względu na swoje zamknięcie przed innymi, zakaz mieszanych małżeństw czy dzielenia się z innymi swoimi zwyczajami, Druzom udało się zachować swoją wiarę i kulturę w niezmienionym wręcz kształcie aż po dzisiejszy dzień.

Dziś zamieszkują głównie w Libanie, Syrii oraz Izraelu, a ze względu na charakteryzujący ich głęboki patriotyzm, są uznawani w tych krajach za ich pełnoprawnych obywateli, a w Izraelu, jako jedna z niewielu mniejszości, posiadają nawet swoje oddziały w siłach Cahal. Jak sami twierdzą, ich kultura i tradycja wywodzi się wprost od pierwszych proroków, starają się żyć dziś tak, jak oni żyli przed wiekami. I to właśnie to zwróciło naszą uwagę oraz skradło nasze serca najbardziej gdy poznaliśmy Samira – Druza z Eilatu.

 

Nasza pierwsza wizyta u Samira była zupełnie przypadkowa, szczerze mówiąc, skusiły mnie piękne baklawy i knafe, serowe ciasto zwane także kunafą. Siedliśmy na barowych krzesełkach okalających ich maleńką kuchnię i przysłuchiwaliśmy się arabskojęzycznej rozmowie Samira z żoną, dookoła nich uwijał się nastoletni chłopak pomagając w kuchni, a od wielkiego chlebowego pieca grzało i pachniało. Zachęceni atmosferą, spróbowaliśmy również sambusaka, tradycyjnego placka druzyjskiego, wypełnionego w środku liśćmi świeżego szpinaku, twardym i słonym bułgarskim serem, podanego z pomidorami, oliwkami i zielonymi ogórkami. Cóż więcej mogę Wam powiedzieć, była to absolutna miłość od pierwszego wejrzenia.

  

Kolejnego dnia oczywiście wróciliśmy, tym razem na mocną i słodką herbatę szałwiową i opowieści Samira. Zdradził nam, że największym sekretem druzyjskiej kuchni są składniki – świeżuteńkie, najwyższej jakości. Chleby wypiekane na miejscu, tuż przed podaniem, warzywa, zioła muszą być najwyższej jakości. Samir podkreślał kilkakrotnie, że ich tradycyjna kuchnia opiera się na tym, co w ich mateczniku, Galilei rośnie, co można znaleźć i zerwać własnoręcznie, i że to dokładnie ta sama kuchnia, którą setki lat temu żywił się Jezus oraz inni prorocy. Cała tajemnica to prostota, tradycja, jakość, szczerość produktu. Po wielu latach podróżowania po świecie, Samir zebrał dość pieniędzy by móc wreszcie wrócić do domu i otworzyć swoją własną piekarnię, rodzinny biznes, który chciałby kiedyś przekazać synom. Cóż innego mogliśmy zrobić jeżeli nie wrócić do nich kolejny raz, i kolejny, i kolejny i …. ? 😉

Nasza ostatnia kolacja w Izraelu, wisienka na torcie wszystkich posiłków, niebo w gębie, że klękajcie narody, szał i rozpusta. Ta kolacja dalej śni mi się po nocach. Był to szabatowy wieczór, czas kiedy Samir ma ręce pełne roboty – wszystkie żydowskie lokale są przecież wtedy zamknięte. Pomimo ograniczonych opcji w menu (z powodu ruchu i dużego zainteresowania – mądre rozwiązanie, lepiej tak, niż dać plamę próbując przygotować i podać dziesięć różnych dań na raz posiadając jeden piec), gdy zapytaliśmy Samira o jego Pita Druzit /Druzyjską Pitę/, skinął głową i odparł Okay, for you, I make. /Ok, dla was zrobię./ Świeżuteńko wypieczona pita, chrupiąca z zewnątrz a miękka w środku, wciąż parzyła nas w palce gdy zaczynaliśmy jeść. Była posmarowana od góry pastą z zataru, bliskowschodniej przyprawy, której głównym składnikiem jest tarty tymianek. Towarzyszyły jej oczywiście pachnące świeżością warzywa oraz absolutny numer 1, hit i wspaniałość – labneh! Ten labneh był tak pyszny, że buty spadały! Labneh, czyli naturalny, gęsty jogurt, przez niektórych nazywany sero-jogurtem, ze względu na to, że można go wysuszyć i ukleić z niego ser przypominający nasz twaróg. Ten, który nam został podany miał konsystencję greckiego jogurtu. Wsiekana do niego była zielona cebulka, a całość polana była przepyszną, lekko ostrą w smaku oliwą z oliwek. (Więcej o przepysznym labneh przeczytacie tutaj) Na koniec, prawie umierając z przejedzenia, wsunęliśmy jeszcze knafe i wypiliśmy pyszną kawę po arabsku. Długo będę wspominać tamten wieczór. Mmmmm…

 

 

Musicie mi obiecać, że jeżeli odwiedzicie kiedyś Eilat – a przecież przy dzisiejszych sympatycznych ofertach lotniczych nie jest to trudne – to wpadniecie odwiedzić Samira i jego piekarenkę. Pozdrówcie go wtedy od nas i nie zapomnijcie zamówić pita druzit. Podziękujecie mi po powrocie 😉

Logistyka: Druzyjska Piekarnia znajduje się przy głównej ulicy w centrum miasta, Alei Daktylowej, na wprost wyjścia z głównego dworca autobusowego. Adres: 19 Sderot Tmarim, Eilat.

 

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *