Co Izrael chce ugrać na Kurdach?

W krótkich słowach premier Izraela Benjamin Netanjahu poparł planowane przez Kurdów referendum niepodległościowe. 1 Odbyło się to w atmosferze komentarzy i oskarżeń. Pozostaje jednak pytanie, co tak naprawdę chce osiągnąć premier Netanjahu? Czy chodzi po prostu o poparcie cudzych dążeń niepodległościowych i osłabienie wrogów, czy też jest inny cel strategiczny? Dlaczego Izrael nie boi się oskarżeń o hipokryzję? No i przede wszystkim, czy Kurdowie na tym zyskują, czy też tracą?

Międzynarodowe opinie

Punktem wyjścia dla rozważań, powinno być przyjrzenie się aktorom, którzy zdecydowali się poprzeć dążenia Kurdów do niepodległości i jednocześnie poparli samo referendum. Sytuacja jest o tyle interesująca, że głosowanie spotkało się ze sprzeciwem w regionie. Jednocześnie nie uzyskało dużego poparcia społeczności międzynarodowej. Choć niepodległość Kurdów poparła Irlandia, czy też rząd Katalonii, to negatywnie o wyborach wypowiadały się Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Iran czy też Organizacja Wyzwolenia Palestyny. Najczęstszym argumentem podnoszonym przez Zachód był zły czas wobec trwającej walki z Państwem Islamskim. Dość oczywista jest niechęć Iranu, Iraku i Turcji, które mają duże populacje Kurdów, którzy również mogą się domagać niepodległości. Irak również zmaga się z problemami wewnętrznymi takimi jak aktywność Daesz i dla niego suwerenność Kurdystanu oznacza pogłębienie rozbicia jedności terytorialnej. Zastanawiać może opór państw zachodnich, czy też Organizacji Narodów Zjednoczonych, której sekretarz generalny, Antonio Guterres, podkreślił, że to referendum może zaszkodzić w szczególności walce z Państwem Islamskim, dodając, że dążenia niepodległościowe Kurdów powinny odbywać się na mocy konstruktywnego dialogu z Irakiem. Jan Kubis, wysłannik ONZ do Iraku, przekazał przywódcy Kurdów, Massudowi Barzaniemu, że ONZ jest nawet skory do mediacji między Erbilem a Bagdadem, podkreślając, że Organizacja nie będzie mogła wykorzystać swojej pozycji, jeżeli Kurdystan uzna swoje referendum niepodległościowe za wiążące. Zarówno dla ONZ jak i dla Stanów Zjednoczonych niepodległość Kurdów uzyskana w tej chwili i na drodze głosowania zaszkodzi operacjom przeciwko Daesz, w których kurdyjskie siły pełnią istotną rolę.

Izraelscy hipokryci

Przechodząc do środkowego pytania, punktem wyjścia dla rozważań powinny być komentarze zarówno ze strony świata Arabskiego jak i pojedynczych organizacji walczących o Prawa Człowieka. Izrael oskarżany w nich był o hipokryzję, popierając niepodległość Kurdów, jednocześnie ignorując, lub nawet tłamsząc podobne dążenia Palestyńczyków mieszkających na Zachodnim Brzegu i w Strefie Gazy. Wiceprezydent Iraku, Nuri al-Maliki zaznaczył, że niepodległy Kurdystan stanie się właśnie drugim Izraelem na Bliskim Wschodzie. To porównanie spotkało się jednak z dezaprobatą Tajsira Chalida z OWP, który powiedział, że ci aktorzy nie mają ze sobą nic wspólnego. Chalid poparł również referendum w Kurdystanie w opozycji do sekretarza generalnego OWP Saeba Erekata, który nazwał przyszłe państwo Kurdów „zatrutym mieczem przeciwko Arabom”. Ten brak zgodności wśród Palestyńczyków nie przyczynił się w żaden sposób do zrewidowania izraelskiego poparcia dla Kurdów. Co więcej Izraelczycy na oskarżenia o hipokryzji odpowiedzieli w dość kontrowersyjny sposób, stwierdzając, że Kurdowie nie dopuszczali się aktów terroru w przeciwieństwie do Palestyńczyków. Gideon Saar, były Minister Spraw Wewnętrznych i Edukacji Izraela podkreślił także, że Izraelczycy, jako grupa mniejszościowa na Bliskim Wschodzie, muszą być solidarni z dążeniami innych mniejszości regionu, którym zaszkodził układ Sykes-Picot.

Jakkolwiek wielu komentatorów chciałoby wrzucić to polityczne działanie do szuflady oznaczonej słowem „hipokryzja” to jednak wiodącym motorem izraelskiego działania jest zimna kalkulacja korzyści.

Rachunek zysków i strat

W działaniu Izraela można dopatrywać się echa doktryny politycznej Dawida Ben-Guriona, który poszukiwał sojuszników wśród niearabskich Państw i mniejszości Bliskiego Wschodu. Można to zaobserwować w historycznych relacjach między Izraelem a Irakiem czy Turcją, ale także w podejściu Izraela do Druzów mieszkających w okolicach Wzgórz Golan, którzy cieszą się przywilejami i obowiązkami, którymi nie mogą się pochwalić nawet Arabowie z izraelskim paszportem. Izrael wspierał również w Libanie chrześcijan, czy separatystów w Sudanie. Tego typu działanie ma na celu bycie mostem pomiędzy pozostałymi muzułmańskimi społecznościami. W tym kontekście oskarżenie o plany zniszczenia Arabów za pośrednictwem Kurdów mogą się wydawać absurdalne. Należy jednak zwrócić również uwagę na to, że Izraelczycy, których z Kurdami łączą więzi ekonomiczne, takie jak handel ropą czy inwestycje w branży wojskowej czy komunikacji. Tego rodzaju kontakty przyczyniają się do oskarżeń o próbę ekonomicznej dominacji przyszłego Kurdystanu przez Państwo Żydowskie. Miałoby to na celu skierowanie Kurdystanu nie tylko przeciwko Iranowi, który obecnie jest największym problemem Izraela w regionie. Obecnie, gdy topnieje wpływ Daesz w Syrii i Iraku, niepodległy Kurdystan może utrudnić Iranowi wypełnienie tej luki. A to zagrożenie to obecnie coś czego Izrael obawia się najbardziej. Suwerenność Kurdów umożliwi również destabilizację Iraku i Syrii, których również nie można podejrzewać o przesadne sympatie wobec Izraelczyków. Z drugiej strony jednak Izrael nie powinien poświęcać wiele uwagi strategicznemu partnerstwu z Kurdystanem, z prostej przyczyny – nowy twór państwowy będzie od początku spotykał się z wrogimi naciskami sąsiadów. Nie będzie jednak, przynajmniej w pierwszych latach swojego istnienia, wrogi wobec Izraela.

Czy na tym partnerstwie zyskują jednak Kurdowie? Izrael, oprócz więzi ekonomicznych i werbalnego poparcia dla referendum, nie skłoni się raczej do militarnego wsparcia niepodległościowej walki Kurdów, w razie interwencji Iraku, czy innych sił zewnętrznych. Nie graniczy również z samym Izraelem, więc kontakty handlowe utrudnione są przez bufor złożony z wrogich Izraelczykom krajów. Zdaje się, że główny cel, jaki w tej współpracy widzą Kurdowie to sam fakt uzyskania niepodległości. Mogą o tym świadczyć choćby izraelskie flagi powiewające na wiecach w Erbilu czy też używanie, przy złości arabskich mediów, hasła o byciu „drugim Izraelem”. Z pewnością uzyskanie niepodległości przez Kurdów będzie wymagało renegocjacji relacji nie tylko z sąsiadami, ale również z Izraelem, przede wszystkim w celu określenia zasad dalszego wsparcia. Paradoksalnie dobre stosunki z państwem wrogim dla większości liczących się graczy w regionie, może się okazać dla Kurdów kartą przetargową, którą będą mogli grać w rozmowach, osiągając w przyszłości przynajmniej część swoich celów politycznych. Tym sposobem doktryna Ben-Guriona będzie mogła zostać wykorzystana nie tylko przez Izrael, ale również zaadaptowana do sytuacji Kurdów, którzy będą mogli wykorzystać Państwo Żydowskie w roli mostu na Zachód.

 

  1. Referendum odbyło się 25 września. Po podliczeniu głosów niemal 93% wyborców opowiedziało się za uzyskaniem niepodległości przez Kurdystan, przy 7% głosów przeciwnych.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *