Arabsko-żydowski pożar

Ostatnie rozległe pożary w Izraelu były tematem numer jeden w wielu mediach, nie tylko izraelskich. Sama sytuacja katastrofy ekologicznej jest dość typowa dla tego rodzaju wydarzeń w różnych stronach świata. Postanowiłem się jej jednak przyjrzeć z perspektywy następstw, w szczególności w kontekście stosunków arabsko-żydowskich w Izraelu.

flaga

Temat mnie zaciekawił głównie po lekturze komentarzy, którymi opatrywane były doniesienia medialne. Nie mogłem dokonać dogłębnej analizy sytuacji, która wymagałaby tak naprawdę badań terenowych, lecz z lektury byłem w stanie wyciągnąć kilka wniosków, które mogą być interesujące dla obserwatorów sytuacji politycznej i społecznej na Bliskim Wschodzie.

Zanim przejdę do sedna, chciałbym przybliżyć kontekst ostatnich wydarzeń w Izraelu. 22 listopada, pożary na terenie kraju zaczęły wybuchać w różnych miejscach, niekoniecznie zbliżonych do siebie geograficznie. Ogień rozprzestrzeniał się zarówno na południu, w okolicy Morza Martwego, jak i na północy. Największe zniszczenia dokonały się w Hajfie, gdzie pożary wybuchły na terenie parku narodowego góry Karmel, ale także w samym mieście. Gdy udało się opanować sytuację, 28 listopada straty w samej okolicy Hajfy oceniono na wartość zbliżoną do 500 milionów szekli.

W toku akcji ratowniczej, izraelska policja wydała oświadczenie informujące o podejrzeniu podpaleń. Zdaniem policjantów, choć niektóre pożary mogły wybuchnąć naturalnie spowodowane trwającą od miesięcy suszą, to niektóre wywołane były przez „nastawionych nacjonalistycznie Arabów”. Nietrudno dojść do wniosku, że oświadczenie tego typu w kraju o tak skomplikowanej sytuacji międzynarodowej, doprowadziło do wrzenia w społeczeństwie. Nie doszło może do masowych demonstracji czy zamieszek, ale wiele komentarzy internetowych czy medialnych doniesień koncentrowało się na tematyce podpaleń bardziej niż na relacjonowaniu samej walki z żywiołem.

Do gaszenia ognia włączyło się wiele krajów, wśród których wymienia się między innymi Rosję, Cypr czy Francję. Jednak dla zachodniego obserwatora chyba najbardziej zaskakujący był czynny udział w akcji strażaków z Jordanii i Egiptu, a nawet 8 drużyn strażackich z Autonomii Palestyńskiej. Członek Knesetu, Ayman Odeh ze Zjednoczonej Listy podkreślił, że ogień nie rozróżnia ludzi na Żydów i Arabów. Głośno było również o dwójce izraelskich Arabów, dostawcy drewna i stolarzu, którzy postanowili dostarczyć materiałów i wykonać pracę nieodpłatnie, by odbudować konserwatywną synagogę w Hajfie.

Choć te działania zostały w dużym stopniu przyjęte pozytywnie, to nietrudno było zauważyć, że w wielu izraelskich Żydach wzbudziły nieufność. Dobrym miernikiem tego są właśnie komentarze internetowe pojawiające się pod artykułami. Oczywiście większość opinii tego typu jest pisana przez osoby mocno stojące przy własnym zdaniu i mają niewielki potencjał do zmiany czyjegoś sposobu myślenia, to nietrudno jest zauważyć dużej ilości wypowiedzi negatywnych. Krótkie badanie ilościowe wskazuje na to, że w zależności od portalu, który umieścił informację, odsetek osób komentujących negatywnie waha się od 27% do 52%.

Zwracając uwagę na samą ilość komentarzy, możemy zauważyć, że większość Izraelczyków odbiera arabską i palestyńską pomoc pozytywnie. Dla nas jednak ważniejsze są przyczyny tych wahań. Treść komentarzy wskazuje na dwa główne symptomy: oskarżenie o podpalenia mocno wryło się w świadomość Izraelczyków i zdaniem komentujących ze strony Palestyńczyków jest to jedynie ruch o podłożu PR’owym.

Analiza tego typu komentarzy tworzonych przez Palestyńczyków jest znacząco utrudniona, ze względu na to, że temu tematowi główne palestyńskie i arabskie media nie poświęciły zbyt wiele uwagi. Temat pożarów pojawiał się właściwie jedynie w kontekście pożarów na samym Zachodnim Brzegu i potencjalnych reperkusji, które mogą grozić podpalaczom. Istotny jest fakt, że te media z dużą nieufnością podchodzą do podejrzeń podpalenia, zaznaczając, że podpalacze są jedynie domniemani i często stosując cudzysłowy w kontekście tego słowa.

Wzajemna nieufność Izraelczyków i Palestyńczyków, a także izraelskich Żydów i izraelskich Arabów sięga już pierwszego dnia istnienia Państwa Izrael. Wzajemna niechęć bierze się przede wszystkim z trwającego wiele lat konfliktu terytorialnego, ale również z polityki przywódców obu stron, które w momentach zaogniania starć wzajemnie łamią rozejmy, zawieszenia broni i umowy, oskarżając o to samo oponenta.

Nieufność z pewnością podsycają tak fundamentalne kwestie jak różnice religijne i językowe, które wielu utrudniają koegzystencję na tym niewielkim obszarze. Hajfa jednak przedstawiana jest jako modelowy przykład współżycia dwóch narodów w Izraelu i miasto, w którym niewidzialne bariery nie są tak wyraźne jak w innych miejscach kraju. Mimo, że osoby zaangażowane w dalszy rozwój tego statusu miasta podkreślają konieczność pozytywnych działań, to spotykają się one z dość chłodnym odbiorem. Można dopatrywać się w tej sytuacji także braku nadziei na jej poprawę. W końcu to, co mogłoby być zwiastunem przyszłego pokoju jest odbierane z dużym dystansem, prawdopodobnie głównie ze względu na to, że takich zwiastunów było już wiele, ale nie przynosiły one poprawy.

Uwagę zwraca również fakt, że z takim stopniem nieufności nie spotkała się pomoc świadczona Izraelowi przez Egipt, Jordanię, Turcję czy Azerbejdżan. Mimo ostatnio dość chłodnych stosunków między Izraelem a Turcją, możemy zakładać, że Izraelczycy nie patrzą na Turków tak negatywnie ze względu na to, że nie dzielą z nimi granic. W przypadku Egiptu lub Jordanii sytuacja jest jednak inna. Ciężko w tej chwili już mówić o pokoju podpisanym niedawno – można powiedzieć nawet, że sytuacja między nimi jest już mocno stabilna. Być może społeczeństwa nie pałają do siebie ogromną sympatią a same władze nie prowadzą rozbudowanych programów, które miałyby to zmienić, ale doniesienia izraelskich mediów o pomocy świadczonej przez te dwa państwa zostały przez internetowych komentatorów wręcz zignorowane. Możemy wysnuć dzięki temu wniosek, że muzułmanie z tych czterech krajów nie wzbudzają już w Izraelczykach tak żywych emocji, jak muzułmanie dla Izraela rodzimi, czy ci mieszkający z nimi po sąsiedzku w Syrii i Libanie.

Pożary zostały ugaszone już ponad tydzień temu i sami Izraelczycy znaleźli już inne tematy. Wiodące izraelskie dzienniki piszą o wojnie w Syrii i polityce wewnętrznej i wyobrażam sobie, że życie w Tel Awiwie i Jerozolimie także krąży już wokół zupełnie innych tematów. Mnie jednak dalej ciekawi wspólne funkcjonowanie dwóch narodów mieszkających na terenie rozmiarów województwa podlaskiego, także w kontekście warunków jakie sprawiły, że odstawione na bok zostały dawne animozje, jednak po to, by do nich wrócić po niedługiej chwili.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *