Czarne złoto

Niektórzy uważają, że łamią stereotypy serwując letnią kawę bez smaku i zapachu. My w tej kwestii jesteśmy jednak dosyć konserwatywni – kawa ma być gorąca, mocna i aromatyczna jak słońce na pustyni Negew!

Najwcześniejsze wzmianki o owocach kawowca pochodzą z Etiopii już z I tysiąclecia p.n.e. Tam pierwszy raz spróbowali jej Arabowie i – jak możecie sobie wyobrazić – była to miłość od pierwszego wejrzenia. Legenda głosi, że sufi Shaikh ash-Shadhil podróżując po Afryce napotkał na swojej drodze stado niezwykle pobudzonych kóz i – zaciekawiony tym zdarzeniem – spróbował ziaren, które jadły. Już na przełomie XIII i XIV wieku kawa w kupieckich sakwach zawędrowała do Jemenu, a stamtąd rozprzestrzeniła się po całym obszarze Bliskiego Wschodu, głównie za sprawą wędrujących beduinów. Początkowo zwyczaj picia kawy wzbudzał nieufność, w niektórych krajach muzułmańskich został nawet na jakiś czas zakazany. Z czasem jednak, ze względu na wzrastającą popularność napoju, zakazy zostały zniesione, a już w XVI wieku w Stambule otwarto pierwszą kawiarnię.

Dzisiaj jedną z najdroższych i zarazem najbardziej znanych gatunków kaw jest kawa jemeńska. To prawdopodobnie właśnie w Jemenie opracowano metodę preparowania nasion przez prażenie i wytwarzanie z nich napoju. Bardzo ciekawa i charakterystyczna dla tego kraju jest też metoda uprawy – tarasowe plantacje położone są bardzo wysoko – od 1800 do 2300 metrów nad poziomem morza. Ta wysokość oraz suchy klimat regionu powodują, że owoce są niewielkie, a smak w nich ukryty – skondensowany.

Wybierając się na Bliski Wschód musicie napić się kawy. Najlepiej na szuku – czyli targowisku. Gdzie to jest? Idźcie za nosem! Zapach kawy i aromatycznych przypraw powinien wskazać Wam drogę. Arabowie podadzą Wam kawę w (najczęściej) miedzianym tygielku (o nazwie innej w różnych krajach – w Egipcie mówi się na niego kanaka, ale w krajach Lewantu najpopularniejszą nazwą jest rakła), a do picia jej zamiast filiżanek będą Wam służyć findżany.

img_2733

Tu ciekawostka – pomimo, że w języku arabskim znaczenie słowa findżan to nic innego jak „mała filiżanka”, izraelscy żydzi postanowili określać tym słowek tygiel, w którym przygotowuje się kawę. Stąd też językowe zamiesznanie, bo w niektórych polskich kawiarniach możecie spotkać kawę serwowaną w findżanie – tygielku, a nie w findżanie – filiżance. Gdy zajrzycie do dżezwy, w środku poza gęstą i czarną cieczą zobaczycie pływające ziarna kardamonu (czasem również imbiru) i poczujecie silną woń cynamonu lub innych przypraw korzennych. Kawa będzie też bardzo, bardzo (naprawdę bardzo) słodka, od cukru, miodu bądź syropu daktylowego. Gdyby słodyczy wciąż było mało, do kawy otrzymacie drobny smakołyk – rachatłukum (inaczej zwany turkish delight) lub kawałeczek baklawy. To wszystko po to, by postawić Was na nogi!

Polecamy spróbować przygotować kawę własnoręcznie w domu, jest pyszna i budzi już samym zapachem. Niech brak findżanów i dżezw Was nie zniechęca, malutki rondelek powinien też zdać egzamin. I uważajcie, bo podczas gotowania kawa zachowuje się trochę jak mleko – gdy tylko odwrócicie od niej wzrok – wykipi ;-). Musi się zagotować trzy razy, gdy zaczyna wrzeć zdejmujecie ją z palnika i gdy napój się uspokoi stawiacie ją na ogniu z powrotem – i tak trzykrotnie. Pachnie tak genialnie, że nie tylko ludzie przychodzą poniuchać. A jak smakuje!

img_2731

PS. Dziękujemy za piękne zdjęcia naszej ulubionej fotografce Julii Kulkowskiej.


Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. Luiza pisze:

    Oj zapachniało, zapachniało 🙂 a dzień szarobury więc cały rondel nie tylko rondelek by się przydał na dziś. Pozdrawiam ciepło

    • Dominika Zębala pisze:

      Cieszymy się, że dobrze pachnie! Nasz dzień dzisiaj też rozpoczął się kawą, bo pogoda nie rozpieszcza 😉 Pozdrawiamy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *